Ale wtopa. Nie wejdź w bagno. Krystan Legierski

CBŚ ochrania kluby Krystiana Legierskiego – lidera aktywistów homoseksualnych i kandydata SLD na radnego Warszawy. – Zostałem pobity przez ochronę klubu, wynajętą przez Krystiana Legierskiego, w momencie gdy chciałem zabezpieczyć kwitariusz sprzedanych biletów (kilkaset mniej niż było ludzi na sali). To byli funkcjonariusze CBŚ. Zrobiłem obdukcję, zgłosiłem to w prokuraturze, obojętnej na to wszystko! – powiedział „Mojej Rodzinie” Mariusz Cechowski, były wspólnik Krystiana Legierskiego. – Dopiero w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, jako że pobili mnie ochroniarze klubu M-25, będący funkcjonariuszami CBŚ, pan minister Władysław Stasiak okazał się osobą bardzo mi życzliwą i już następnego dnia rano wezwał mnie dział kontroli policji. Tu jeszcze raz przedstawiłem swoją sytuację, wskazując bijącego mnie wówczas funkcjonariusza o pseudonimie „Dino” (…) Co z tego, że minister był uczciwy, skoro jego podwładni nie. Sprawa ciągnie się do dziś bez rozstrzygnięcia – mówił Cechowski.

Był Pan wspólnikiem Krystiana Legierskiego i – jak Pan twierdzi – został Pan przez niego oszukany. Na czym polegało to oszustwo?

W marcu 2004 r. zawiązała się spółka z o.o. „Ejrene”. Byłem jednym z czworga udziałowców. Celem spółki było m.in. uruchomienie nowego klubu w Warszawie, M-25 przy ul. Mińskiej 25. Prace rozpoczęły się w czerwcu 2004 r. Krystian Legierski i Elżbieta Solanowska – dwoje wspólników spółki – nie posiadali wtedy środków finansowych, żeby zainwestować w poważny remont zrujnowanego budynku kotłowni na cele klubu M-25. Legierski i Solanowska prowadzili wówczas Le Madame i z wielu powodów zmuszeni byli inwestować w ten swój klub, m.in. dlatego, że działali bez wymaganych zezwoleń. A my chcieliśmy jak najszybciej ruszyć z działalnością. Wraz z czwartym wspólnikiem, Ewą Pogródką, zaczęliśmy więc inwestować własne środki. Ustaliliśmy we czwórkę, że na inwestycje potrzeba będzie około 300 tys. zł. Od czerwca do grudnia inwestowałem własne pieniądze, tzn. około 180 tys. zł; nie wspomnę o mojej ciężkiej pracy. Aby obniżyć koszty, sam pracowałem fizycznie przy adaptacji kotłowni. Wszystkie rachunki związane z remontem wystawiane były na moją firmę, ponieważ zdaniem Legierskiego nie mogły figurować na naszą wspólną spółkę „Ejrene”, bo wystąpiliśmy o dofinansowanie z funduszy UE. Ale wszystkie faktury miały być refakturowane z mojej firmy na spółkę „Ejrene” w momencie uzyskania dotacji. Od stycznia 2005 r. remont naszego wspólnego klubu zaczęli finansować Legierski i Solanowska, ale już w marcu 2005 r. zabrakło środków na kontynuowanie prac, bo koszta okazały się o wiele wyższe od wcześniej zakładanych. Zdolność kredytową miałem tylko ja, bo posiadałem dwa mieszkania własnościowe na Nowym Świecie. Legierski naciskał na mnie w swoim stylu: „No cóż, stracimy wszystko, tylko ty, Mariusz, możesz pomóc…”. I doprowadził do mojej zgody na wzięcie kredytu bankowego. Nawet wystawił mi zaświadczenie o zatrudnieniu mnie w jego klubie Le Madame z wysokim wynagrodzeniem, choć oczywiście nigdy ani grosza od niego nie dostałem. Moja restauracja Chimera nie przynosiła wtedy zysków, więc żaden bank nie przyjąłby mojego wniosku o pożyczkę bez zastawienia mieszkań.

Więc z punktu widzenia etyki Legierski Pana oszukał, ale poza fikcyjnym zatrudnieniem nie złamał prawa. Co działo się dalej?

No tak, ale dziwne jest to, że po zgłoszeniu przeze mnie oszustwa Legierskiego to moje fikcyjne zatrudnienie nie zainteresowało ani policji, ani prokuratury… Później Legierski znalazł firmę specjalizującą się w załatwianiu kredytów bankowych. Uzyskałem kredyt w wysokości 220 tys. zł, ale odtąd baczniej zacząłem obserwować, na co idą pieniądze. A teraz już rachunki były wystawiane na naszą wspólną spółkę „Ejrene”. Co też było diabelskim planem Legierskiego, bo trudno było ustalić, kto imiennie wkłada pieniądze. Potem wszystko rozegrało się tak, jak wcześniej zaplanował Legierski. Klub został otwarty w październiku 2005 r. i w pierwszym okresie, o dziwo, nie przynosił zysku. Przełomem okazał się sylwester 2005/2006. Niestety, nie został rozliczony, bo gdy chciałem sprawdzić dokumenty księgowe spółki, zamknięto mi drzwi przed nosem i zakazano wstępu do mojej firmy! Druga próba wejścia zakończyła się pobiciem mnie przez ochronę klubu M-25, kiedy policzyłem, że na sali jest kilkaset osób więcej niż sprzedanych biletów. Przy trzeciej próbie wejścia okazało się, że w klubie M-25 działa inny podmiot gospodarczy, w którym umocowani są tylko Legierski i Solanowska, czyli cały majątek spółki „Ejrene” bez mojej wiedzy został przeniesiony do tej nowej spółki.

Zgłosił to Pan policji albo prokuraturze?

Tak. W sierpniu 2006 r. zgłosiłem całą sprawę w prokuraturze, ale po półtora roku uznano, że nie ma tu znamion przestępstwa, i umorzono sprawę. Sąd, do którego się odwołałem, stwierdził, że mogę swoich spraw dochodzić tylko na drodze postępowania cywilnego. Pytam: za co?! W wyniku utraty środków finansowych włożonych w spółkę „Ejrene” i klub M-25 straciłem restaurację Chimera na Starym Mieście, dwa mieszkania na Nowym Świecie (musiałem spłacić pożyczkę bankową) oraz samochód (nie miałem z czego płacić rat leasingowych). Od tego momentu stałem się człowiekiem bezdomnym, zrujnowanym psychicznie, nie nadającym się do życia ani do pracy. Pozostała mi nikła nadzieja, że kiedyś nadejdzie sprawiedliwość i Solanowska oraz Legierski – ten bezwzględny psychopata, obecnie kandydujący na radnego Warszawy – w końcu zostaną rozszyfrowani. Za swoje zaufanie do przebiegłego prawnika Legierskiego zapłaciłem najwyższą cenę.

Został Pan pobity przez ochronę, zatrudnianą w klubie M-25 przez Krystiana Legierskiego. Jak do tego doszło? Czy rzeczywiście byli to dorabiający w klubie funkcjonariusze CBŚ?

Zostałem pobity przez ochronę klubu, wynajętą przez Krystiana Legierskiego, w momencie gdy chciałem zabezpieczyć kwitariusz sprzedanych biletów (kilkaset mniej niż było ludzi na sali). To byli funkcjonariusze CBŚ. Zrobiłem obdukcję, zgłosiłem to w prokuraturze, obojętnej na to wszystko! Dopiero w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, jako że pobili mnie ochroniarze klubu M-25 będący funkcjonariuszami CBŚ, pan minister Władysław Stasiak okazał się osobą bardzo mi życzliwą i już następnego dnia rano wezwał mnie dział kontroli policji. Tam raz jeszcze przedstawiłem swoją sytuację i wskazałem funkcjonariusza o pseudonimie „Dino” (wcześniej zdobyłem jego telefon), który mnie pobił. Co z tego, że minister był uczciwy, skoro jego podwładni nie. Sprawa ciągnie się do dziś bez rozstrzygnięcia. Byłem telefonicznie wzywany do prokuratury, gdzie to ja, pobity, musiałem udowadniać swoją niewinność. Do tego wszystkiego poinformowano mnie, że sprawa ma pozostać w tajemnicy.

To normalna praktyka, że w klubach zatrudnia się funkcjonariuszy policji i CBŚ?

Niestety, chyba nagminna. Stąd na bramkach policja, CBŚ, ale wydaje mi się też, że tak zwani ludzie z „miasta”. Do klubu M-25 praktycznie przeszła ochrona Le Madame. Dodam, że Legierski był wyraźnie zaprzyjaźniony z funkcjonariuszami CBŚ. Nawet jeździł postrzelać sobie z nimi na strzelnicy na warszawskich Bielanach. Tak było na przykład w 2006 r. Forma rozliczeń z nimi była oparta na zasadzie „z ręki do ręki”, więc trudno coś udowodnić.

Czy w klubach Legierskiego młodzież ma dostęp do narkotyków?

Oficjalnie nie. Ale część młodzieży przychodzi naćpana albo ma dostawców na telefon. Oczywiście obsługa klubu powinna zwracać na to uwagę, ale jeśli samemu się to lubi, trudno utrzymać dystans. Wiem, że Legierski lubi „grzybki”, kokainę i tym podobne rzeczy, bo mówił o tym. On i jego środowisko nie widzą w narkotykach nic złego.

Krystian Legierski okazał się jednak skutecznym przedsiębiorcą…

Skuteczność Krystiana Legierskiego to psychopatyczna