Kuriozalne sytuacje w rotundzie PKO PB

Poszłam do PKO BP zlikwidować książeczkę mieszkaniową. Czynnych było 6 stanowisk do obsługi klienta. Zapytałam, gdzie mam się udać ze swoją sprawą. Poinformowano mnie, że w każdym z nich zostanę obsłużona „z książeczką mieszkaniową”. Stanęłam w 15-osobowej kolejce, jednej dla 6 stanowisk. Stałam 1 h 40 min. Podeszłam do wolnego stanowiska. Okazało się,że tylko w jednym obsługiwane są książeczki mieszkaniowe – nie było napisane w którym :-). Czekałam zatem dalej. Gdy w końcu udało mi się wystać swoją kolej, pani która mnie obsługiwała udzieliła mi innych informacji niż infolinia, na co zwróciłam uwagę. Wprowadzono mnie w błąd. Pani powiedziała z uśmiechem na twarzy: to po co pani dzwoni, trzeba tu przyjść samemu i się dowiedzieć. Na co pytam ją, od czego w takim razie jest infolinia. A ona na to, z dumą na twarzy, że jest taka dowcipna :’ infolinia służy do wprowadzenia klientów w błąd”. Na to ja, że mnie zdumiewa mówiąc takie rzeczy – w końcu reprezentuje bank. A ona na to „nie miałam zamiaru pani zdumiewać”. Ale jej się udało… Wycena książeczki trwała aż miesiąc. Idę dzisiaj i powtórka z rozrywki. Znowu każą mi stać w jednej kolejce, a kiedy przychodzi moja kolej okazuje się, że tylko stanowisko nr 12 obsługuje tym razem „książeczki”. No to podchodzę do stanowiska. Tylko że tam nikogo nie ma oprócz 2 ludzi, którzy przyszli w tym samym celu, co ja. Pytam się pani, która obsługuje po sąsiedzku, dlaczego tu nikogo nie ma. I słyszę: będzie ktoś za 20 min. Mija 30 min, wszyscy czekają zniecierpliwieni. Pytam ponownie: o której ktoś tu przyjdzie? W odpowiedzi słyszę: przerwa trwa 20 min. To pytam: od której? Słyszę: od kiedy pracownik wyszedł na przerwę….. Masakra jakaś. Czy PKO BP uważa swoich klientów za głupków? Czy może to z obsługą jest coś nie tak? Może zamiast wydawać miliony na kampanię z Majewskim zainwestowaliby w systemy bankowe przyspieszające proces obsługi i w szkolenia dla pracowników, którzy psują i tak nieciekawy wizerunek tej instytucji…